Portret kobiety – historia patrzenia

Historia portretu kobiecego w fotografii jest historią ludzkiego pragnienia, by choć na chwilę zatrzymać światło na czyjejś twarzy. Gdy Julia Margaret Cameron, w połowie XIX wieku, pochylała się nad płytą światłoczułą, robiła coś, co do dziś zadziwia: pozwalała, by delikatne, niepewne światło opowiedziało o kobiecie więcej, niż potrafią słowa. Edward Weston wydobywał z kobiecego ciała rzeźbiarską prawdę, jakby chciał powiedzieć: w tym kształcie mieszka odwieczna cisza. A David Hamilton, którego echo odnajdziemy i tutaj, zamieniał dziewczęcość w mgłę, w oddech, w miękkie zawieszenie czasu.

W tę opowieść świata wchodzi Daniel Cichy. Nie z głośną deklaracją, lecz ze swoją cichą, wierną uważnością. Patrzy jak ktoś, kto wie, że ciało jest tylko pierwszą warstwą światła, a portret zaczyna się dopiero tam, gdzie rodzi się drżenie duszy.

Jego kobiety nie stoją do zdjęcia – one trwają w chwili, która jest większa niż kadr.

Sacrum, czy profanum?

Wystarczy spojrzeć na te obrazy: dziewczyna z rozpuszczonymi włosami unosi ramiona ku niebu; inna stoi na pomoście jakby próbowała dotknąć światła; jeszcze inna patrzy wprost w obiektyw, jak gdyby właśnie odkryła, że w jej spojrzeniu mieszka prawda.

I wtedy pojawia się pytanie, które zawsze powraca, gdy człowiek patrzy na ciało:
czy to, co widzę, jest święte, czy zwyczajne? Tradycja mówi: Bóg stworzył człowieka na swój obraz. A więc każda kobieta – sfotografowana, naga, zamyślona, patrząca, biegnąca niesie w sobie echo tego obrazu.

Współczesność coraz częściej mówi nam zgoła coś innego, że ciało można zużyć, sprzedać, pokazać bezmyślnie, jego obraz przewinąć palcem. I w tej sprzeczności – między sacrum i profanum – żyje dzisiejsza fotografia.

Daniel Cichy wybiera drogę trzecią: pomiędzy.

Akt jest tu cieniem, nie obnażeniem.
Ciało jest znakiem, nie celem.
Nagość jest formą światła, nie prowokacją.
To nie jest fotografia „o ciele”. To fotografia o tym, co w ciele drga, jakby pochodziło z innego porządku.

Prace prezentowane w Kruszewie – w dialogu ze światem

Fotografie prezentowane na wystawie powstawały w przestrzeniach, które same niosą pamięć światła: nad jeziorami, na polach, na peronach, w opuszczonych wnętrzach, gdzie echo kroków opowiada historię dawniej niż człowiek.

Kobieta, uchwycona w tych miejscach, nie jest dodatkiem do krajobrazu. Ona z niego wyrasta, jakby to świat ją wołał, a nie fotograf. W tych kadrach widać miękkość Hamiltona, dyscyplinę Bociana, czasem surową linię Westona, ale przede wszystkim świat, który oddycha własnym rytmem.

Dziewczyna stojąca boso na belach siana wygląda jak ktoś, kto dopiero uczy się ciężaru własnego ciała.

Sylwetka na tle zachmurzonego nieba jest jak modlitwa wyszeptana zbyt cicho, żeby ją usłyszeć, ale wystarczająco mocno, żeby ją poczuć.

Rozmyte, niemal oniryczne postacie przypominają wspomnienia, które przychodzą po latach już nie tak ostre, ale wciąż prawdziwe.

Każdy kadr jest spotkaniem. Każdy portret pytaniem o to, kim jest człowiek, kiedy światło dotknie go w odpowiedniej chwili.

Apoteoza fotografii tradycyjnej

W czasach, w których obrazy produkują się same, a sztuczna inteligencja generuje twarze, które nigdy nie istniały, fotografia tradycyjna staje się czymś większym niż techniką. Jest powrotem do źródła.

Do czasu, w którym ważne było czyją skórę dotyka światło, jak drży powietrze, zanim zostanie zapisane i co mówi spojrzenie, zanim zamieni się w obraz.

Cichy ufa temu procesowi. Nie śpieszy się. Nie poluje na zdjęcia — on na nie czeka. Jak mówi Barthes: Fotografia jest świadectwem, że coś było naprawdę.
Fotografie Daniela Cichego są świadectwem tego, że naprawdę wydarzyło się spotkanie dwojga ludzi, a wszystko inne — ostrość, kadr, kompozycja — jest tylko jego delikatnym śladem.

Słowa autora jako klucz interpretacyjny

Aby w pełni zrozumieć i poczuć właściwą aurę tej wystawy trzeba też wsłuchać się w słowa Daniela Cichego, które są jak jego osobisty dziennik:

Fotografia jest jak kobieta. Kochasz ją do granic możliwości. Cierpisz przez nią do granic możliwości.

Kobiety, które fotografuję, często po raz pierwszy widzą swoje piękno.

Wspaniałe kadry są tylko produktem ubocznym. Najpierw jest człowiek. Najpierw jest chwila.

To słowa, które nie są opisem zawodu, lecz wyznaniem. Zrozumiemy, że dla Daniela to nie jest praca – to podróż. Czasem w stronę drugiej osoby, czasem w stronę Boga, a czasem w stronę siebie.

Daniel Cichy – wrażliwość zakorzeniona w miejscach

Kruszewo, w którym odbywa się premiera wystawy, jest miejscem pamięci artysty.

Tu świat po raz pierwszy zaczął odbijać się jak w zwierciadle w oczach młodziutkiego artysty. Tu powstała pierwsza cisza, której dzisiaj szuka w twarzach kobiet. Można by rzec, że te zdjęcia wracają do domu i to nie dlatego, że były tu robione, lecz dlatego, że tu narodziła się wrażliwość, z której powstały.

KOBIETA W MOJEJ DUSZY nie jest wystawą portretów ani aktów. Jest opowieścią o kobiecie jako świetle, które Bóg zapalił w człowieku, zanim nauczył go mówić. Jest przypomnieniem, że w świecie pełnym obrazów wciąż istnieje spojrzenie, które nie ocenia, nie pożera, nie upraszcza lecz ocala.

Daniel Cichy pokazuje nam, że kobieta nie jest tematem fotografii. Jest jej duszą.


Wiesław Fałkowski

Wiesław Fałkowski

(ur. 1957) – polski poeta, autor tekstów piosenek i sztuki teatralnej, dziennikarz, fotograf i wydawca.  Czasami posługuje się pseudonimem literackim „falko”. Mieszka w Anglii. Opublikował: Siedem stopni miłości (2017), Koniec nowego świata… (2017), Drogi do wolności (2018), O czym szepczą podziemne owady (2020), Destynacja czyli którędy do Nikąd (2020), Przysiadki na Centralnym (2020), Budząc się na brzegu rzeki Gade (2021),  Waking up on the bank of the River Gade (2021).

Wiesław Fałkowski

(ur. 1957) – polski poeta, autor tekstów piosenek i sztuki teatralnej, dziennikarz, fotograf i wydawca.  Czasami posługuje się pseudonimem literackim „falko”. Mieszka w Anglii. Opublikował: Siedem stopni miłości (2017), Koniec nowego świata… (2017), Drogi do wolności (2018), O czym szepczą podziemne owady (2020), Destynacja czyli którędy do Nikąd (2020), Przysiadki na Centralnym (2020), Budząc się na brzegu rzeki Gade (2021),  Waking up on the bank of the River Gade (2021).

Fotoreportaż z wernisażu w wykonaniu: Robert Judycki, Bartek Kołodziejczyk, Anna Wajer i Robert Michalik. Dziękuję 🙂

Bardzo dziękuję Pani Dyrektor Wiejskiego domu Kultury w Kruszewie Katarzynie Adamczewskiej-Hardyk za zaproszenie do wykonania premiery mojej wystawy właśnie tutaj. Dziękuję również wszystkim pracownikom zaangażowanym w jej powstanie.

Bardzo dziękuję Wiesław Fałkowski za wspaniały tekst do katalogu wystawy.

Dziękuję wszystkim przybyłym na wernisaż a w szczególności moim trzem modelkom: Kasi, Ani i Weronice.

Dziękuję Piotr Pawlak za świetną oprawę muzyczną.

Dziewczyny zapraszam na artystyczne sesje dla sztuki fotografii. Informacje znajdziesz pod tym linkiem: